Witajcie w Piekle!
Po stoczeniu bitwy pod Wzgórzem Wstąpienia, między dwiema starożytnymi rasami Necriti i Nigh-rathi w odosobnionym świecie Oderoth, Caravell von Drakk i Taklin powrócili do Krain.
Plugawy plan, “niewinnego” kolekcjonera artefaktów Lacrisiusa Laertesa z Chessenty, pochłonął wiele żywotów. W jego demonicznym zamyśle, zgromadzone przez bohaterów artefakty miały mu umożliwić Wstąpienie. Wszystkiemu ze spokojem przyglądał się władca Baator – Asmodeus, którego Adwokat ujawnił się w trakcie rytułału wstąpienia w samej Iglicy. Bohaterowie zatrzymali plan Laertesa i zniszczyli artefakty. Seria niefortunnych wydarzeń jednak pochłonęła wiele żywotów.
W tym towarzyszki dzielnych spellcasterów: Lię Galvaoi i Quillę Moonblade.
Tego dnia w twierdzy von Drakk był mały ruch.
Oddział wojskowy pomagał na granicy odpierać ataki orczych barbarzyńców a mieszkańcy kasztelu cieszyli się dniem wolnym od pracy. Szpiedzy Caravella, (mało)szlachetni: Numer Jeden i Numer Dwa, siedzieli właśnie przed tawerną popijając cierpkie piwo z jesiennego warzenia kiedy na głównym placu w blasku światła z wyjącym rykiem wiatru pojawiła się masywna postać krasnoluda Taklina.
Kapłan Lathandera otrzepał się, zakaszlał bluźniąc przy tym siarczyście i poprawił platynowy hełm na swojej stroskanej głowie. Widząc znajome twarze machnął ręką rycząc:
- Część chłopaki! Stary w domu?
Numery Jeden i Dwa spojrzeli po sobie, po czym jednogłośnie kiwnęli głowami. Z rumotem ciężkiej zbroi krasnolud zatoczył się w stronę wejścia do zamku.
Takklin zastał Caravella w bibliotece. Zatrudniony niedawno Majordomus przerwał odkurzanie książek pawim piórem i z niesmakiem uniósł brew patrząc na krasnoluda gramolącego się przez wąskie drzwi.
Caravell ślęczał nad księgami. Rozłożone na stole opasłe tomy skrywały niepokojące ryciny i schematy zaklęć, których rezultaty – pomyślał Taklin – na pewno nie mogły zwiastować niczego dobrego.
- No, czego tam? Posłałeś po mnie. – Zagadnął krasnolud już wiedząc, że coś jest mocno nie tak. Caravell nigdy nie czytał książek.
Kiedy tylko oczy starych towarzyszy się spotkały Taklin wiedział, że będzie żałował tego co usłyszy za chwile.
Caravel uniósł się znad stołu ukazując nieco szalone, nie ogolone i nie wyspane oblicze. Uśmiechnął się kaprawo i warknął:
- Pakuj graty…- Tu nagle rozszerzył oczy jak wściekłe zwierze, dodając energicznie -
IDZIEMY DO PIEKŁA!
